Czyli odpowiedzialność, ale i władz?

Tak, to niezwykle odpowiedzialna funkcja społeczna połączona z ogromną władzą. Władzą nad prawem i ludzkimi sprawami. Sprawowanie tej funkcji wymaga mądrości i odpowiedzialności. Musi zasadzać się na autorytecie. Bez niego żaden system wymiaru sprawiedliwości nie może funkcjonować poprawnie i skutecznie. Wszystko to sprawia, iż sędziowie jako przedstawiciele trzeciej władzy są wyposażeni w autorytet instytucjonalny. Sędziowie czerpią go z autorytetu sądów, których zadaniem jest przecież sprawowanie wymiaru sprawiedliwości. Sędzia reprezentuje sąd, działa w jego imieniu, stąd niejako z założenia ustrojowego korzysta z instytucjonalnego autorytetu sądu jako instytucji publicznej. Z instytucjonalnej perspektywy autorytet sędziów jest zatem wprost uzależniony od poziomu społecznej akceptacji i autorytetu, jakim są obdarzane sądy jako organy władzy publicznej.

Właśnie, zatem w jakim miejscu jesteśmy dzisiaj?

Jak wiadomo w ostatnim okresie ta płaszczyzna nie przedstawia się w sposób szczególnie satysfakcjonujący dla sądów i sędziów. Wynika to jednak z wielu różnorakich przyczyn, w tym także trwających permanentnie sporów o silnym zabarwieniu emocjonalnym pomiędzy poszczególnymi rodzajami władzy, a także wyraźnego dążenia do deprecjacji władzy sądowniczej. Zachowując obiektywizm, trzeba jednak stwierdzić, że niejednokrotnie publiczne działania przedstawicieli środowiska sędziowskiego, a także związanych niegdyś z tym środowiskiem prominentnych przedstawicieli świata prawniczego, bynajmniej budowaniu autorytetu nie służą. Nie mam żadnych wątpliwości, że takie działania polityków oraz przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej są śmiertelnie niebezpieczne dla struktury państwa. Obniżenie autorytetu sądów i sędziów powoduje bowiem negatywne konsekwencje instytucjonalne i społeczne, których usunięcie nie jest możliwe w krótkiej perspektywie czasowej. Wymaga także niezwykle skomplikowanych działań. Instrumentalne traktowanie tej kwestii to przejaw najdalej idącej nieodpowiedzialności. Bez odpowiedniego poziomu zaufania i autorytetu dla sądów i sędziów, żadna struktura państwowa nie może funkcjonować normalnie. Spoglądając na ostatnie wydarzenia, można nabrać smutnego przekonania, że tej prawdy wielu uczestników publicznej debaty po prostu nie dostrzega.

To może spójrzmy jeszcze z perspektywy nieinstytucjonalnej.

Jest to nawet konieczne, bo ograniczenie kwestii autorytetu sędziów wyłącznie do płaszczyzny instytucjonalnej nie wydaje się wystarczające. Nie jest również sensowne osadzanie autorytetu sędziów na władztwie, jakim dysponują w zakresie rozstrzygania spraw. Jeśli bowiem poważnie traktować zasadę podziału władzy oraz kompetencje i funkcje sądów, a tym samym i sędziów w demokratycznym państwie prawa, to autorytet sędziów powinien się zasadzać nie tyle na aspekcie instytucjonalnym, co na dwóch podstawowych filarach: słuszności podejmowanych przez sędziów rozstrzygnięć oraz przekonywającym i komunikatywnym uzasadnieniu. Spoglądając z tej perspektywy, można twierdzić, że autorytet sędziów wynika właśnie z właściwego sposobu wykonywania powierzonych im funkcji. Przy czym w odniesieniu do drugiego z filarów autorytetu sędziów, przekonywające i komunikatywne uzasadnienie spełniać musi dwa warunki. Wyjaśniać w sposób klarowny istotę wydanego rozstrzygnięcia w aspekcie jego słuszności i zgodności z prawem w sposób komunikatywny dla przeciętnego odbiorcy, niezaznajomionego z tajnikami i meandrami prawniczego myślenia, oraz zawierać argumenty niezbędne dla wtajemniczonego kręgu prawników. Pełnienie funkcji sędziego to w istocie udział w charakterze rozstrzygającego arbitra w sporze wiedzionym w ramach określonej konwencji prawnej. Sporze prowadzonym w ramach prawnej konwencji, ale przecież dotyczącym realnych problemów, wartości, mającym niekonwencjonalne, ale moralne i słusznościowe podstawy. Odnoszącym się do konkretnych spraw konkretnych ludzi. Sporze, w którym nic nie jest jednoznaczne, poczynając od faktów, do których odnosić się ma sądowa decyzja, przechodząc przez treść i sens prawa służącego jako wzorzec do ich oceny, kończąc na określonym sposobie wykorzystania prawa do rozstrzygnięcia przedłożonej sądowi sprawy. W istocie sądzenie od dawna nie polega na „prostym” zastosowaniu ustawy do konkretnego przypadku, lecz przybiera postać dyskursu dotyczącego wszystkich aspektów, w ramach którego są przedstawiane różnorakie argumenty.

Dyskursywne podejście sprawia, że autorytet sędziego wynikać musi z tego, w jaki sposób w tym dyskursie bierze udział, jak rozstrzyga powierzoną mu sprawę i w jaki sposób ją uzasadnia. Można powiedzieć, że niesłusznie, niesprawiedliwe rozstrzygnięte sprawy, dodatkowo źle, nieprzekonywająco uzasadnione, nie mogą budować autorytetu sędziów. W takim wypadku autorytet może opierać się jedynie na pozycji instytucjonalnej oraz zakresie powierzonej sędziom władzy. Nie da się w dłuższej perspektywie opierać autorytetu sędziów tylko na tych aspektach. Bez podstawy wynikającej ze sprawiedliwości i słuszności orzeczeń oraz właściwie skonstruowanych uzasadnień, jednostkowo i społecznie przekonywających, wcześniej czy później sądy staną się dysfunkcjonalne, bowiem ich decyzje nie będą aprobowane. Stracą także społeczne zaufanie i akceptację.

To jak zbudować autorytet? Jak Pan to widzi jako Profesor, ale także adwokat, który może ocenić sytuację na podstawie doświadczenia. Abstrahuję od politycznych narracji, chodzi mi o opinię "zwykłego człowieka", który pewnie ulega w jakiejś mierze manipulacjom medialnym, ale jednak na podstawie swoich osobistych doświadczeń z sali sądowej wyciąga wnioski. Podywagujmy: głównie jakie?

Budowa autorytetu sędziów, a w konsekwencji autorytetu sądów, to sprawa nad wyraz skomplikowana. Nie posiadam ani dostatecznej wiedzy, ani kompetencji by formułować w tym zakresie jakiekolwiek wskazania. Jako uczestnik złożonego systemu wymiaru sprawiedliwości, funkcjonujący w strukturach sądowych jako adwokat reprezentujący stronę, oraz teoretyk prawa analizujący jurydyczne i normatywne aspekty działalności sądów, mogę jedynie z subiektywnej perspektywy wskazać, że dyskursywny model stosowania prawa, w którym sędzia jest jednym z jego uczestników, zajmującym jak wskazano powyżej szczególną pozycję rozstrzygającego arbitra, jednak uczestniczącym w procesie rozstrzygania sporu, wydaje się stwarzać dobre podstawy do budowy autorytetu sędziów. W systemie brytyjskim i amerykańskim sędzia to szczególnie doświadczony i wyróżniający się wiedzą prawniczą oraz zasługującym na uznanie doświadczeniem prawnik, który po latach wykonywania innych zawodów, z mocy rekomendacji środowiska prawników, uzyskuje godność sędziowską i prawo rozstrzygania sporów. Sędziowie to – jak ujął to niegdyś jeden z moich angielskich kolegów adwokatów i profesorów prawa - „najlepsi z nas”, dodając żartobliwie, że właśnie z tego powodu nie popełniają błędów. Cieszą się także zaufaniem i akceptacją środowiska prawniczego oraz szerzej zaufaniem społecznym. Droga do godności sędziowskiej w systemie common law opiera się na wyróżniającej wiedzy, doświadczeniu oraz latach praktyki, ocenianej przez środowisko. Ale także wartościowanej społecznie. Wynika zatem z uznania związanego z merytorycznym i społecznym aspektem roli prawnika. Nabudowana jest na długoletniej karierze. Mianowanie na funkcję sędziego jest w tamtym systemie szczególnym wyróżnieniem, słusznie uznawanym za ukoronowanie kariery prawniczej. Wyróżnieniem opartym na ocenach związanych z dotychczasową działalnością. Wyróżnieniem przez wyspecjalizowaną grupę prawników, ale i inne osoby. W perspektywie środowiska prawniczego to szczególna podstawa autorytetu. Wszak wolni prawnicy wskazują jednego z nich jako najlepszego, posiadającego wiedzę i umiejętności by rozstrzygać w sposób wiążący spory wiedzione przez tychże prawników w imieniu innych ludzi.

Takiego źródła autorytetu sędziego trudno poszukiwać w polskim systemie. Jak wiadomo oparty jest na innej drodze dojścia do zawodu, przypominającej niestety w wielu aspektach karierę urzędnika publicznego. A sędzia z założenia urzędnikiem nie jest i w żadnym układzie być nie może. Nie może mieć mentalności urzędnika, statusu urzędnika i nie może zachowywać się jak urzędnik. Zresztą już samo wskazanie, że droga uzyskania godności sędziego przypomina w Polsce w pewnym zakresie karierę urzędniczą, jest samo w sobie deprecjonujące. Nie buduje autorytetu sędziów. Warto zatem zastanawiać się nad zmianami w tym zakresie, nie zaś zasklepiać w starym systemie, twierdząc, że brak nam dostatecznie rozwiniętej kultury prawnej oraz kultury w ogóle by wykorzystywać w sposób sensowny wzorce anglo-amerykańskie, na co wskazują prominentni niegdyś i dzisiaj przedstawiciele tego środowiska. Takie podejście oznacza zakonserwowanie systemu, który z budowaniem autorytetu, ale i racjonalnością oraz sprawnością funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, nie ma nic wspólnego. Jawi się jako obrona oblężonej korporacyjnej twierdzy. Z punktu widzenia racjonalnych przesłanek wyboru do godności sędziego, gwarantujących profesjonalizm, a także z perspektywy podstaw budowy społecznego zaufania i autorytetu sędziego, musi zadziwiać konsekwentne odrzucenie koncepcji opiniowania kandydatów na sędziów przez profesjonalne gremia prawnicze. By raz jeszcze nawiązać do USA, nie ma wątpliwości, że żadnego sędziego sądu federalnego nie można powołać bez pozytywnej opinii American Bar Association (ABA), że zasadę tę szanują wszyscy niezależnie od opcji politycznej. Że transparentna procedura oceny i opiniowania kandydata, publiczna debata to podstawy społecznego zaufania i akceptacji. Żaden kandydat do funkcji sędziego, niezależnie od pozycji zawodowej czy naukowej, nie ośmieliłby się odmówić stawiennictwa na posiedzenie komisji dokonującej oceny zawodowych, społecznych, etycznych, moralnych i wreszcie filozoficznych kompetencji do pełnienia godności sędziego. Taka postawa oznaczałaby tam automatycznie koniec kariery zawodowej. Proszę spojrzeć retrospektywnie na historię wyborów sędziów do najważniejszych instytucji judykacyjnych na przestrzeni ostatnich lat, nie przyjmując cezury ostatnich wyborów, lecz wejrzeć głębiej, by zobaczyć, w ilu przypadkach kandydaci do najwyższych godności sędziowskich po prostu odmawiali rozmowy na temat posiadanych kompetencji do pełnienia tej godności, z pewną dozą arogancji. Trudno mówić w takim wypadku o postawach budujących autorytet sędziów i autorytet sądów. Samokrytycznie warto też wskazać, że nie pamiętam, by środowisko prawnicze, w tym w szczególności jego prominentni przedstawiciele, krytycznie oceniali taką postawę, sygnalizując jej konsekwencje. Szkoda, bo to działania autodestrukcyjne.

W Polsce postulaty wprowadzenia podobnego rozwiązania, przyjmującego postać oceny formułowanej przez profesjonalne gremia adwokatury i radców prawnych, są odrzucane. Dominuje bowiem głęboko zakorzenione w mentalności przekonanie o zdolności sędziów do dokonywania samodzielnych wyborów. To generuje krytykę odwołującą się do zarzutu korporacyjnego zamknięcia i braku transparentności, przekonania o szczególnym statusie tej grupy zawodowej. Społecznego przeświadczenia, że godność sędziego, w szczególności w sądach najważniejszych, uzyskuje się na zasadzie towarzyskiej kooptacji, wedle wskazań z zeszytu byłego prezesa, znanego profesora lub innej wpływowej osoby. Kandydata spolegliwego wobec pewnej części środowiska. Te oceny są szeroko rozpowszechnione w środowisku, nie budują autorytetu, niezależnie od oceny ich prawdziwości i zasadności. Zmiana modelu uzyskiwania godności sędziego bez wątpienia przysłużyłaby się budowie autorytetu tej grupy zawodowej. Propozycje przedstawione niedawno przez stowarzyszenia sędziów są wyrazem stopniowego dostrzegania potrzeby poważnych w tym zakresie zmian. Można mieć nadzieję, że stanowić będą początek poważnej publicznej debaty.

Zarazem niezależnie od modelu dojścia do godności sędziego, z punktu widzenia budowy autorytetu sędziego, niezwykle istotne wydaje się to, w jaki sposób sprawuje on swoją funkcję. Zyskujący stale na popularności model argumentacyjnego i dyskursywnego stosowania prawa, w którym proces rozstrzygania stanowi wynik prowadzonej w ramach procesu debaty, stwarza w mojej ocenie dobre warunki do budowania autorytetu sędziego. Ważne jest jednak to, by sędziowie dysponowali szeroką wiedzą prawniczą, wyczuleniem społecznym, umiejętnością uczestniczenia w dyskursie z uczestnikami procesu, których interesy pozostają sporne, odpowiednimi cechami charakteru i sposobem zachowania, który każdego dnia na sali sądowej buduje przekonanie, że sędzia to osoba nie tylko mądra merytoryczną wiedzą o prawie, ale rozumiejąca, dysponująca odpowiednią empatią. Wysłuchująca powierzających sędziemu swoją sprawę stron, poszukująca najlepszego z możliwych rozwiązania zawisłego sporu, nie zaś dążąca do zakończenia kolejnej sprawy postrzeganej nie tyle przez pryzmat interesów konkretnych ludzi wiodących spór przed sądem, ale w perspektywie statystycznego numeru zadania, które należy wykonać, odnotowując w aktach jego zakończenie. Traktująca proces jako sposób dojścia do sprawiedliwego i słusznego rozstrzygnięcia, poszukująca sprawiedliwości, wedle klasycznej formuły, że prawo to sztuka dobrego i sprawiedliwego, a jego stosowanie to realizacja tych dwóch idei. Zachowująca dystans do różnorakich formalizmów, ułatwiających pracę sędziemu, ale z reguły stanowiących utrudnienie dla stron i przeszkodę w wydaniu sprawiedliwego, opartego na właściwie ustalonych faktach orzeczenia. Nie mam wątpliwości, że wskazane wyżej dwa elementy: słuszność i sprawiedliwość rozstrzygnięcia oraz umiejętność przekonującego uzasadnienia, przedstawionego w zrozumiały i komunikatywny dla stron i szerokiego grona innych odbiorców sposób, to dwa najistotniejsze filary autorytetu sędziego. W codziennej praktyce orzeczniczej sędzia powinien dążyć do przekonania, że wydawane przez niego orzeczenia, choć z istoty rzeczy niekorzystne dla jednej ze stron, są sprawiedliwe, nie tylko prawnie, ale i moralnie uzasadnione. Słuszność i sprawiedliwość orzeczeń, nie zaś aroganckie wykorzystywanie władzy orzekania, to baza autorytetu. Autorytet sędziego budują wyroki oparte i realizujące w konkretnym jednostkowym wypadku wartości i aksjologię, na której oparty jest system prawa. To być może banalne, ale z pewnego puntu widzenia prawo to minimum moralności. Moralności i aksjologii powszechnie aprobowanej i wyrażonej przede wszystkim w Konstytucji RP.

Argumentuje Pan, że system konstytucyjności rozproszonej nie jest i nie powinien być traktowany jako stan wyższej konieczności ani obrony koniecznej. Jakie argumenty za tym przemawiają? Wielu prawników sceptycznie i z obawą podchodzi do koncepcji konstytucyjności rozproszonej.

Kwestia możliwości i sposobu bezpośredniego stosowania konstytucji przez sądy stała się w ostatnim okresie przedmiotem szczególnego zainteresowania, nie tylko przedstawicieli środowiska prawniczego. Obiektem ożywionych sporów i poważnej, wieloaspektowej debaty, wykraczającej poza ramy prawniczych konferencji i periodyków. Z pewnego puntu widzenia jednym z najważniejszych tematów ogólnej debaty. Nigdy dotąd zagadnienie znaczenia konstytucji dla jednostkowych rozstrzygnięć wydawanych w konkretnych sprawach przez sądy wszystkich instancji nie było postrzegane jako tak istotny, wręcz zasadniczy problem. Nigdy dotąd konstytucja nie była wskazywana jako jedna z gwarancji sprawiedliwego i słusznego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. Jako instrument mający znaczenie dla każdego, kogo dotyczy orzeczenie sądu. Określający gwarancje dla obywatela. A konstytucja obowiązuje od 20 lat, przepisy wyrażające zasadę jej nadrzędności oraz bezpośredniego stosowania mają już zatem swoją historię. Uświadomienie sobie tego, że zasada nadrzędności i bezpośredniego stosowania konstytucji obowiązuje w polskim systemie prawnym co najmniej od 20 lat, a także tego, że co najmniej od 20 lat nie budzi wątpliwości, że konstytucja to nie tylko polityczno-ideologiczna deklaracja, ale akt prawny wyrażający konkretne treści, musi rodzić pytanie, dlaczego dopiero teraz możliwość i obowiązek sprawdzenia, czy prawna podstawa decyzji sądowej jest zgodna z konstytucją, stały się tematem wiodącym, a prominentni prawnicy, przez lata odmawiający autorytatywnie sądom prawa do bezpośredniego stosowania konstytucji, teraz stają się zwolennikami takiego podejścia.

Wyjaśnienia tego „fenomenu” poszukiwać można na dwa sposoby. Pierwszy opiera się na założeniu, że prezentowane z uporem godnym lepszej sprawy przez ostatnie ponad 20 lat twierdzenie, iż sądy nie mają prawa do badania konstytucyjności prawa w ramach działalności orzeczniczej, a wyłączne kompetencje w tym zakresie przysługują Trybunałowi Konstytucyjnemu (TK), było trafne. Zarazem kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego i stanowiąca jego wyraz dysfunkcjonalność tej instytucji powodują, iż z uwagi na nadzwyczajne okoliczności zachodzi konieczność zmiany podejścia i uznania, na zasadzie stanu wyższej konieczności, że skoro Trybunał Konstytucyjny nie może sprawować oceny konstytucyjności prawa, to zadanie to muszą przejąć sądy powszechne oraz Sąd Najwyższy. Drugi zasadza się na uznaniu, że skoro Konstytucja RP ma charakter aktu normatywnego, a nadto wyraża zasadę jej bezpośredniego stosowania oraz zasadę nadrzędności, to wynika z tego, że musi byś uwzględniana w każdym akcie stosowania prawa. Pierwsze podejście opiera się na założeniu, iż konstytucja wyraża scentralizowany monistyczny model kontroli konstytucyjności, od którego odejście jest uzasadnione stanem wyższej konieczności. Drugie na wywodzonym z zasady nadrzędności i bezpośredniego stosowania Konstytucji RP twierdzeniu, że każdy akt stosowania prawa musi być zgodny z Konstytucją, co oznacza, że Konstytucja stanowi podstawę rekonstrukcji normy przez sąd oraz wzorzec oceny w ramach działania Trybunału Konstytucyjnego. W przypadku sądów konstytucja stanowi podstawę do tzw. prokonstytucyjnej wykładni, mającej na celu odczytanie z przepisów ustawy norm z konstytucją zgodnych i służących w najwyższym z możliwych w realiach konkretnego stanu faktycznego stopniu realizacji konstytucyjnej aksjologii i wartości. Zarazem w sytuacjach, gdy nie istnieje możliwość dokonania przez sądy wykładni ustawy w sposób z konstytucją zgodny, a ujawniająca się sprzeczność ustawy z konstytucją jest oczywista, konstytucja stanowi podstawę do odmowy zastosowania sprzecznego z nią przepisu jako podstawy rozstrzygnięcia wydawanego przez sąd.

Całość w numerze PEwP nr 03/04 2017

Deklaracja Pierwotna

Deklaracja o wersji pierwotnej "Prawa Europejskiego w praktyce" Redakcja "Prawa Europejskiego w praktyce" informuje, że wersją pierwotną (referencyjną) czasopisma jest wydanie papierowe (ISSN 1733-2036). Po ukazaniu się drukiem nowego numeru czasopisma, Redakcja zamieszcza na stronie internetowej www.pewp.pl jego spis treści oraz wybrane publikacje z numeru.

Rada Naukowa

Prof. dr hab. Maria Magdalena Kenig-Witkowska,

Prof. dr hab. Jan Barcz,

Prof. dr hab. Marek Chmaj,

Prof. dr hab. Artur Nowak-Far,

Prof. dr hab. Arkadiusz Wudarski,

Prof. nadzw. UW, dr hab. Robert Grzeszczak,

Tomasz Janik,

Adw. dr Rafał Morek,

Dr Joanna Brylak,

Dr Marcin Krzymuski,

Robert Siwik,

Dr Barbara Godlewska-Bujok.