Wielka Brytania zachowuje prawa i obowiązki wynikające z jej członkostwa dopóki formalnie nie opuści Unii. Oznacza to również, że do tego czasu bierze udział w pracach Unii Europejskiej i w jej procesie decyzyjnym. Jej ministrowie nadal reprezentują Wielką Brytanię w Radzie Unii Europejskiej a deputowani brytyjscy głosują w  Parlamencie Europejskim. W Brukseli nie brakuje jednak głosów, ze Brytyjczycy powinni zostać usunięci ze stanowisk, które bedą miały znaczenie w czasie negocjacji Wielkiej Brytanii z Unią. Niektórzy deputowani do Parlamentu Europejskiego są np. zaniepokojeni, że Brytyjka Vicky Ford, która jest przewodniczącą komisji ds. rynku wewnętrznego i spraw konsumentów, będzie miała na uwadze interes Wielkiej Brytanii a nie Unii Europejskiej w pracach swojej komisji i chcieli aby  na tym stanowisku zastąpił ją ktoś inny.

Z tego m.in. powodu rząd Wielkiej Brytanii zrezygnował z objęcia swojej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej w drugiej połowie 2017 roku. Zadaniem państwa sprawującego prezydencję jest poszukiwanie kompromisu wśród wszystkich państw członkowskich, a następnie reprezentowanie Rady Unii w rozmowach legislacyjnych z Komisją i Parlamentem Europejskim. Państwo, które za dwa lata nie będzie już prawdopodobnie członkiem Unii przestaje być dla wielu wiarygodnym partnerem i łatwiej jest mu zarzucić stronniczość. O ile uważam, że Brytyjczycy podjęli słuszną decyzję rezygnując z przeprowadzenia prezydencji, to nie zgadzam sią z pomysłami odsuwania brytyjskich deputowanych od niektórych prac Parlamentu. Zgodnie z traktatami deputowani reprezentują obywateli Unii Europejskiej a nie państwa członkowskie, z których pochodzą. Nie powinni więc być wyłączeni z parlamentarnej dyskusji o implikacjach wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. 

Theresa May wzięła udział w obradach Rady Europejskiej w grudniu 2016 roku. Musiała ona jednak opuścić pokój, kiedy liderzy pozostałych państw członkowskich dyskutowali kwestie proceduralne w sprawie tzw. Brexitu. Dlaczego Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej nie zaprosił May do uczestniczenia również i w tym spotkaniu skoro jest ona pełnoprawnym członkiem Rady Europejskiej?

Artykuł 50 Traktatu o Unii Europejskiej wskazuje, że Wielka Brytania nie będzie uczestniczyła w dyskusjach wewnętrznych Rady dotyczących jej stanowiska negocjacyjnego. I chociaż proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej formalnie rozpocznie się dopiero w momencie notyfikowania przez Theresę May chęci wyjścia, to zrozumiałe jest, że państwa członkowskie chcą przygotować grunt pod rozmowy z Wielką Brytanią. Theresa May nie będzie też głośno protestować przeciwko takiemu wykluczeniu. W interesie Brytyjskiej premier jest bowiem aby państwa członkowskie i instytucje jak najszybciej porozumiały się w kwestiach proceduralnych, w tym min. kto z ramienia UE będzie prowadził rozmowy z Londynem. Theresa May ma tylko dwa lata od dnia notyfikacji na zawarcie umowy o wyjściu z Unią Europejską. Eksperci są zgodni, że to bardzo niewiele czasu na przeprowadzenie tak kompleksowych negocjacji. Jeśli Brytyjska premier nie domknie w tym okresie negocjacji i nie podpisze umowy o wyjściu to dojdzie do tzw. automatycznego Brexitu. Oznaczałoby to, że prawo europejskie przestałoby nagle mieć zastosowanie w Wielkiej Brytanii i przestałoby chronić brytyjskie firmy i obywateli.

Jak zmieni się kształt Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego na skutek Brexitu? Czy obywatele Wielkiej Brytanii zasiadający w strukturach unijnych będą mogli dalej pełnić swe funkcje?

Regulamin pracowniczy urzędników UE stanowi, że co do zasady urzędnikiem może być obywatel jednego z państw członkowskich. Po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jej obywatele nie będą już spełniali tego kryterium. Jednak od każdej reguły można znaleźć wyjątek. Instytucje UE już teraz mogą wydać zgodę na zatrudnienie obywatela spoza Unii, jeśli posiada on niezbędne kompetencje do wykonywania danego zadania. Trudno mi sobie wyobrazić scenariusz, w którym po tzw. Brexicie wszyscy urzędnicy z paszportem Wielkiej Brytanii proszeni są o spakowanie swoich rzeczy i opuszczenie stanowisk pracy. Niektórzy wskazują, że Komisja Europejska dysponuje precedensami, które mogłaby zastosować do Brytyjczyków. Komisja Europejska zatrudniła np obywateli Norwegii, kiedy ta przygotowywała się do członkowstwa w Unii. Norwegowie zdecydowali ostatecznie w referendum pozostać poza Unią Europejską ale instytucje pozwoliły jej obywatelom utrzymać posadę w strukturach unijnych. Niektórzy Brytyjczycy, zwłaszcza Ci, którzy wykonują prace o charakterze administracyjnym, mają nadzieję, że instytucje zastosują wobec nich podobny mechanizm. W trudniejszej sytuacji będą natomiast Ci obywatele Wielkiej Brytanii, którzy kierują departamentami strategicznymi z punktu widzenia przyszłych relacji Wielkiej Brytanii z Unią. Państwa członkowskie będą naciskały na Komisję Europejską aby awansowała na to stanowisko obywateli innych państw. Mogę sobie wyobrazić, że wiele z nich już teraz lobbuje w Brukseli aby stanowisko dyrektora generalnego w Dyrekcji Generalnej ds. Rynku Wewnętrznego, Przemysłu, Przedsiębiorczości i MŚP (DG GROW) (dzisiaj jest nim Brytyjka), przeszło w ręce ich obywatela. Warto również podkreślić, że wśród kadry zarządzającej w instytucjach UE wielu Brytyjczyków jest bliskich osiągnięcia wieku emerytalnego. Nie można więc wykluczyć, że instytucje zaproponują im  szybsze odejście na emeryturę.

Deputowani do Parlamentu Europejskiego nie będą mogli liczyć na tego typu wyjątki. Nie są oni urzędnikami lecz politykami, którzy reprezentują obywateli Unii, w tym Wielkiej Brytanii. 73 deputowanych z Wielkiej Brytanii, którzy dzisiaj zasiadają w różnych grupach politycznych będzie musiało opuścić Parlament Europejski. Jeśli nastąpi to na chwilę przed kolejnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego planowanymi na wiosnę 2019, to wpłynie to w stosunkowo niewielki sposób na organizację prac Parlamentu. Ich wyjście po wyborach i po ukonstytuowaniu komisji i innych ciał parlamentarnych byłoby bardziej problematyczne. Odejście Brytyjskich deputowanych może mieć natomiast wpływ na to jak Parlament Europejski będzie patrzył na pewne sprawy w przyszłości. Europosłowie z Wielkiej Brytanii (zarówno Ci po prawej jak i po lewej stronie sceny politycznej może z wyjątkiem polityków Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) znani są z promowania dalszego pogłębiania rynku wewnętrznego oraz aktywnej polityki handlowej UE. Bez nich Parlament Europejski może nieco bardziej nieufnie patrzeć na te kwestie w kolejnej kadencji. To są jednak czyste spekulacje ponieważ nie wiemy jak będzie wyglądał skład Parlamentu Europejskiego po wyborach w 2019. Nie można wykluczyć, że populiści umocnią swoją pozycję, i że z Brytyjczykami czy bez nich, pro-europejskim siłom w Parlamencie będzie trudno forsować agendę liberalizmu gospodarczego.

Na co dzień pracuje Pani w Londynie. Jakie tam są nastroje wśród prawników, jak oni postrzegają Brexit? Jako szansę czy zagrożenie?

Nie znam ani jednego prawnika, który pochwalałby pomysł wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Znam natomiast wielu, którzy przestrzegali eurosceptyków, że będzie to skomplikowany i żmudny proces. Pamiętajmy, że Wielka Brytania będzie musiała nie tylko rozliczyć się z Unią Europejską z ponad czterdziestu lat członkostwa ale także od nowa wynegocjować wszystkie umowy handlowe, których dzisiaj jest stroną dzięki członkostwu w Unii Europejskiej. W dniu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii umowy z państwami trzecimi przestaną obowiązywać Wielką Brytanię. To z kolei nie będzie łatwe ponieważ Wielka Brytania nie ma wystarczającej liczby doświadczonych negocjatorów, którzy pomogliby Theresie May. Ich deficyt wynika z tego, że przez wiele lat Londyn zwyczajnie ich nie potrzebował, bo to Komisja Europejska negocjuje umowy handlowe (handel należy do kompetencji wyłącznych UE) a nie państwa członkowskie.

Ale nawet jeśli Theresa May miałaby pod ręką nie tylko świetnych negocjatorów ale też świetnych prawników, którzy pomogliby May pozostać stroną, przynajmniej tymczasowo, umów handlowych zawartych przez Unię, nie wiemy czy premier Wielkiej Brytanii zawsze będzie chciała słuchać ich rad. Prawnicy mają to do siebie, że w swoich analizach przedstawiają najpierw wszystkie możliwe ryzyka związane z działaniami ich klientów. Wydarzenia ostatnich tygodni, w tym również rezygnacja Sir Ivana Rogersa ze stanowiska Stałego Przedstawiciela przy UE, sugeruje natomiast, że rząd Theresy May oczekuje od urzędników, że będą przekazywać ministrom tylko to, co chcieliby usłyszeć zamiast niewygodną prawdę. Theresa May obiecała swoich obywatelom, że Brexit będzie sukcesem i nie chce, aby eksperci szerzyli defetyzm. Ale jeśli rząd Wielkiej Brytanii nie chce ugrzęznąć w bagnie Brexitu powinieć zaufać swoim urzędnikom i prawnikom.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Zamorowska

 

PEwP nr 01/2015

 

Deklaracja Pierwotna

Deklaracja o wersji pierwotnej "Prawa Europejskiego w praktyce" Redakcja "Prawa Europejskiego w praktyce" informuje, że wersją pierwotną (referencyjną) czasopisma jest wydanie papierowe (ISSN 1733-2036). Po ukazaniu się drukiem nowego numeru czasopisma, Redakcja zamieszcza na stronie internetowej www.pewp.pl jego spis treści oraz wybrane publikacje z numeru.

Rada Naukowa

Prof. dr hab. Maria Magdalena Kenig-Witkowska,

Prof. dr hab. Jan Barcz,

Prof. dr hab. Marek Chmaj,

Prof. dr hab. Artur Nowak-Far,

Prof. dr hab. Arkadiusz Wudarski,

Prof. nadzw. UW, dr hab. Robert Grzeszczak,

Tomasz Janik,

Adw. dr Rafał Morek,

Dr Joanna Brylak,

Dr Marcin Krzymuski,

Robert Siwik,

Dr Barbara Godlewska-Bujok.