Rozmowa z Iwoną Kujawą , Dyrektorem Departamentu Zawodów Prawniczych i Dostępu do Pomocy Prawnej w Ministerstwie Sprawiedliwości

Pani Dyrektor, czy Ministerstwo Sprawiedliwości dysponuje danymi, ile osób rocznie kończy w Polsce wydziały prawa, a ile osób w 2016 r. przystąpiło do egzaminu wstępnego na aplikacje (adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą)? A także ile osób w 2016 r. zdało pomyślnie końcowy egzamin na tych aplikacjach?

            Ministerstwo Sprawiedliwości organizuje egzaminy wstępne na aplikacje od 2006 r., natomiast od 2008 r. przeprowadza analizy wyników tych egzaminów obejmujące m.in. także zainteresowanie aplikacjami absolwentów studiów prawniczych. Aby to ocenić, zwracamy się corocznie do wydziałów prawa o wskazanie liczby absolwentów, zastrzegając jednak, że interesują nas ci absolwenci, którzy zdają egzamin magisterski przed terminem egzaminu, a egzaminy tradycyjnie odbywają się w ostatnią sobotę września. Zatem dane te mogą się różnić od informacji o liczbie absolwentów studiów prawniczych udostępnianych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Rozmowa z Prof. Janem Barczem, Kierownikiem Katedry Prawa Międzynarodowego i Prawa UE w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie

 

 

Przewodniczący KE na wstępie swego orędzia o stanie Unii wygłoszonego 14 września br. stwierdził: "Latem uważnie słuchałem posłów do Parlamentu Europejskiego, przedstawicieli rządów, wielu posłów do parlamentów narodowych oraz zwykłych Europejczyków, którzy dzielili się ze mną swoimi przemyśleniami.

Byłem świadkiem kilku dekad unijnej integracji. Przeżyliśmy wiele intensywnych chwil. Oczywiście, były też trudne czasy i czasy kryzysu.

Jednak nigdy przedtem nie widziałem tak małej płaszczyzny porozumienia między państwami członkowskimi. W tak niewielu obszarach zgadzają się działać wspólnie.

Nigdy przedtem nie słyszałem, aby tak wielu szefów państw i rządów mówiło tylko o swoich krajowych problemach, a Europę wspominało jedynie przelotnie, jeśli w ogóle.

Nigdy przedtem nie widziałem, aby przedstawiciele instytucji Unii Europejskiej wyznaczali tak różne priorytety, czasem w bezpośredniej opozycji do rządów krajowych i parlamentów narodowych. Jak gdyby już prawie w ogóle nie było punktów wspólnych między UE i jej państwami członkowskimi.

Nigdy przedtem nie widziałem, aby rządy krajowe były tak osłabione przez populistyczne siły i tak sparaliżowane wizją ryzyka porażki w następnych wyborach.

Nigdy przedtem nie widziałem tak wielkiego rozdrobnienia i tak niskiego poczucia wspólnoty w Unii".

Panie Profesorze, czy Pan, który projekt UE obserwuje od lat bardzo uważnie, odnosi podobne wrażenie? Czy rzeczywiście jesteśmy w jakimś przełomowym momencie, który zadecyduje o dalszym istnieniu UE albo o jej rozpadzie w perspektywie kilku lat?

 

Nie mamy tutaj niestety miejsca na szczegółową diagnozę „stanu” Unii Europejskiej. Niemniej jednak zarówno przewodniczący Juncker w swoim raporcie „O stanie Unii Europejskiej”, jak i Rada Europejska zebrana niedawno w Bratysławie (bez udziału premiera Zjednoczonego Królestwa) nie przypadkowo odwoływała się przede wszystkim do konieczności odbudowy zaufania między państwami członkowskimi i konieczności wspólnego działania.  Unia Europejska  jest tworem państw członkowskich, może działać jedynie w zakresie kompetencji, powierzonej jej przez państwa członkowskie i w większości przypadków, a na pewno w sprawach zasadniczych, robi jedynie to, co uzgodnią i na co pozwolą państwa członkowskie.

Kryzys procesu integracji europejskiej, to przede wszystkim kryzys myśli europejskiej w państwach członkowskich, przerzucanie odpowiedzialności politycznej za niepowodzenia i impotencję  polityczną na Unię.  Jest to  wygodne dla polityków poszczególnych państw członkowskich, pozwala bowiem  odepchnąć od siebie odpowiedzialność. Jest to zjawisko znane od dawna. Obecnie jednak połączyło się  z narastającą rezerwą obywateli w stosunku do Unii, a przede wszystkim owo eurosceptyczne nastawienie stało się łupem polityki ksenofobicznej, nacjonalistycznej i anty-unijnej. W niektórych państwach członkowskich stało się to wręcz wyznacznikiem polityki krajowej, a niekontrolowany napływ uchodźców i migrantów ekonomicznych  przyniósł również niekontrolowane reakcje polityczne i społeczne.  Masa krytyczna została już chyba przekroczona. 

Drugim niezmiernie niebezpiecznym zjawiskiem jest pogłębiające się zróżnicowanie wewnętrzne Unii, kształtowanie się różnych konstelacji państw członkowskich, przy czym niektóre z nich mogą ustanowić struktury trwałe – ów „trzon”, „twarde jądro” procesu integracji. W samym wewnętrznym zróżnicowaniu Unii nie widzę nic złego, może ona nadać Unii nową dynamikę, umożliwić każdemu z państw członkowskich znalezienie się w konstelacji, która najlepiej odpowiada jego oczekiwaniom: o ile zróżnicowanie takie przebiegać będzie w ramach instytucjonalno-prawnych Unii Europejskiej, przy zachowaniu jej spójności ustrojowej.  Niemniej i w tym przypadku pojawił się zasadniczy problem strukturalny, groźba fragmentacji procesu integracji europejskiej, kosztem państw mniej zamożnych, względnie państw, które same izolują się, nie przestrzegając podstawowych, wspólnych zasad. Dla państw naszego regionu, zwłaszcza dla Polski, znalezienie się poza głównym nurtem procesu integracji europejskiej, zwłaszcza w obliczu odradzania się imperialnej polityki Rosji, byłoby równoznaczne z zaprzepaszczeniem dorobku polityki zagranicznej niepodległej Polski, konsekwentnie budowanego po 1989 r.

Brexit jest też wyzwaniem, choć nie przesadzałbym co do jego destrukcyjnych następstw. Polityka brytyjskich opt-outów irytowała coraz bardziej państwa członkowskie i deformowała spójność prawa unijnego. Być może wystąpienie Zjednoczonego Królestwa będzie miało pozytywne następstwa dla spójności Unii, a „brytyjska droga” przestanie być pokusą dla państw członkowskich.  Jeżeli Zjednoczone Królestwo ułożyłoby swoje relacje z UE – już jako państwo trzecie – na podstawie solidnie skonstruowanego stowarzyszenia (na wzór Europejskiego Obszaru Gospodarczego), to następstwa gospodarcze byłyby mało odczuwalne. 

Biorąc pod uwagę zwłaszcza dwie pierwsze okoliczności, można  z pewnością stwierdzić, że proces europejskiej integracji (celowo odwołuję się do obszerniejszego pojęcia) znajduje się na ważnym, bardzo trudnym etapie. Stawka polityczna dla poszczególnych państw oraz dla samej Unii jest wysoka.       

 

Jakie widziałby Pan Profesor remedium na wyjście z obecnej apatii, czy też inercji UE? UE proponuje bardzo dużo nowych inicjatyw, zasila funduszami narodowe budżety, a i tak w wielu państwach głosy populistyczne, antyintegracyjne są coraz głośniejsze.  Co z tym robić?

 

Nikt tutaj nie znajdzie „złotego środka”, który szybko i gruntownie poprawiłby stan rzeczy. Niestety, trzeba nastawić się na działania, które zwłaszcza w Polsce nie są zbyt popularne, długofalową i konsekwentnie realizowaną strategię. Jeśli popatrzymy na działania proponowane w raporcie przewodniczącego Junckera „O stanie Unii Europejskiej”, to znajdziemy tam wszystko, co jest konieczne. W Deklaracji z Bratysławy trafnie zdiagnozowano aktualne  priorytety (problem uchodźców, zwalczanie terroryzmu, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, umacnianie unijnego rynku wewnętrznego). To samo możemy powiedzieć o programie ustanawiania „rzeczywistej” Unii Gospodarczej i Walutowej, nakierowanego na to, aby nie powtórzył się kryzys finansów publicznych w państwach strefy euro, który zagroziłby trwałości tej strefy jako całości. Czyli – miarodajne plany szczegółowe i strategiczne istnieją. Również, jeśli spojrzymy na Unię Europejską po Traktacie z Lizbony od strony ustrojowej, to dysponuje ona wszystkimi instrumentami, aby te plany realizować, nawet bez konieczności dalszej rewizji Traktatów. Na przykład unijną politykę obronną można rozwijać w obecnych ramach instytucjonalno-prawnych UE, dotychczas przez państwa członkowskie niewykorzystanych; to samo dotyczy szukania rozwiązań problemu uchodźców i emigrantów ekonomicznych – do tego nie jest potrzebna rewizja traktatów, lecz wola polityczna państw członkowskich i ustalenie wspólnych mechanizmów.

 

Dla mnie najbardziej niebezpieczne jest narastające wśród państw członkowskich lekceważenie wspólnej aksjologii, praworządności, traktowanie obywateli jak „politycznego mięsa armatniego” oraz narastająca fala nacjonalizmów i ksenofobii. Jeśli zyska to legitymację państwową, to wówczas – w najlepszym razie – czeka nas  epoka głębokich podziałów. Chyba trzeba stale przypominać, że „konstrukcja europejska” budowana była jako reakcja na tragedię II wojny światowej,  jako pokojowy projekt europejski, przeciwny nacjonalizmom i ksenofobii,  zasadzający się na wspólnych wartościach. Odejście od tych wartości byłoby wstrząsem, którego „konstrukcja europejska” mogłaby nie przetrwać.    

 

 

Rezolucja wobec Polski przyjęta 14 września przez PE miażdżącą liczbą głosów wskazuje jednak, że instytucjom  unijnym nie jest wszystko jedno, co dzieje się w poszczególnych państwach. Jaki efekt, Pana zdaniem, przyniesie ta rezolucja ? 

 

Ta rezolucja, podobnie jak i poprzednia, nie mają mocy prawnej, są dokumentem politycznym. Jej znaczenie oceniałbym w dwóch płaszczyznach.

 

Po pierwsze -  ma ona istotne znaczenie w kontekście procedury art. 7 TUE, nakierowanej na zagwarantowanie w państwach członkowskich przestrzegania praworządności. Obecnie trwa co prawda w stosunku do Polski  nieformalna procedura wstępna przed Komisją Europejską, która może doprowadzić do wniosku Komisji w sprawie wszczęcia traktatowej procedury na podstawie art. 7 TUE, z zarzutem naruszania w Polsce praworządności (katalog wspólnych wartości, którymi powinna kierować się zarówno Unia, jak i jej państwa członkowskie określony jest w art. 2 TUE). Wszystko wskazuje na to, że konfrontacyjne nastawienie rządu do zaleceń Komisji  sprawi, iż Komisja zapewne z takim wnioskiem wystąpi. O wszczęciu formalnej procedury decyduje Rada UE, niemniej musi mieć na to zgodę  Parlamentu Europejskiego. Wynik głosowania nad rezolucją świadczy o tym, że Parlament nie będzie się wahał z udzieleniem takiej zgody. Parlament Europejski może również samodzielnie wystąpić z wnioskiem o wszczęcie procedury na podstawie art. 7 TUE. Dotychczas Parlament „czekał” na stanowisko Komisji, gdyby jednak ta zwlekała z wnioskiem o wszczęcie postępowania wobec Polski, nie ulega wątpliwości, że z wnioskiem takim wystąpi Parlament.

 

Drugi aspekt znaczenia rezolucji ma charakter polityczny. Rezolucja świadczy o tym, że kolejne miarodajne gremium międzynarodowe ocenia, że szereg działań rządzącej partii narusza zasady praworządnego państwa.  Następstw politycznych takiego stanowiska w żadnym razie nie można lekceważyć, tym bardziej, że chodzi o ocenę wiodącej instytucji organizacji międzynarodowej (Unii Europejskiej), której Polska jest członkiem. Bezpośrednim następstwem politycznym jest utrata wiarygodności i zmniejszająca się wydolność koalicyjna w unijnym procesie decyzyjnym (a ta decyduje o tym, na ile państwo jest w stanie realizować w Unii swoje interesy). Jest też aspekt szerszy, związany z obowiązkiem przestrzegania praworządności i praw człowieka wynikającym z prawa międzynarodowego i powszechnych standardów politycznych. Sfera ta nie jest chroniona „kompetencją wewnętrzną”, czy dogmatycznie pojmowaną suwerennością. Społeczność międzynarodowa ma prawo interesować się i monitorować, czy w państwie przestrzegania jest praworządność i prawa człowieka. Należy to obecnie do kanonu społeczności państw demokratycznych. W przypadku pojawienia się problemów, drogą wyjścia jest dialog i dążenie do znalezienia akceptowalnego rozwiązania. Najgorszym podejściem jest „pójście w zaparte”.

 

 

Nie jestem pewien, czy politycy partii rządzącej oraz powiązani z nią urzędnicy zdają sobie sprawę z tego, że ich argumenty - „dające odpór” ocenom Komisji Europejskiej czy Komisji Weneckiej, odwołujące się do wyłączności „spraw wewnętrznych” i „suwerenności działań” -niebezpiecznie zbliżają się do „narracji” przedstawicieli systemów opresyjnych i różnych satrapii…

 

Rzeczywiście, można mieć wątpliwości… Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Zamorowska        

 Nr 09/2016 PEwP

Trybunał Konstytucyjny to współczesna źrenica praw i wolności obywatela

Temat praworządności jest zawsze aktualny i ważny, jednak w obecnym czasie pewne pojęcia nabierają szczególnego znaczenia. Panie Profesorze - nie chciałaby Pan chyba być teraz w skórze Profesora Andrzeja Rzeplińskiego?

Dlaczego nie? Bardzo lubię sytuacje wymagające zdecydowanych działań, opowiedzenia się wyraźnie po jakiejś stronie, bez kłaniania się okolicznościom, mydlenia oczu. Wydaje mi się jednak, że taką postawę powinniśmy prezentować zawsze, na co dzień, choć oczywiście bywają sytuacje iście hamletowskie, kiedy niezłomna postawa kosztuje więcej i ma szczególne znaczenie.

 

Chyba możemy powiedzieć, że sytuacja w jakiej znaleźliśmy się dziś jest wyjątkowa i bez precedensu?

 

Rozmowa z Krystianem Markiewiczem, Sędzią Sądu Okręgowego w Katowicach, Prezesem Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

 We wrześniu odbędzie się Nadzwyczajny Kongres Sędziów. Ma być to wydarzenie precedensowe. Trzeba przyznać, że sytuacja w jakiej znalazło się polskie sądownictwo jest niecodzienna. Proszę mi powiedzieć, czego spodziewa się Pan po tym wydarzeniu, bardziej konsolidacji i umocnienia etosu sędziów w obliczu tak trudnego czasu dla sądownictwa, czy raczej opamiętania się rządzących, których  bezpardonowe zachowania można by długo punktować...

Rzeczywiście, dlatego też wskażę jedynie na kilka. Dla mnie osobiście, tym najmocniejszym, stanowiącym wyraz bezpośredniej ingerencji władzy politycznej w niezależną władzę sądowniczą była decyzja Prezydenta Andrzeja Dudy odmawiająca powołania 10 nominacji sędziowskich. To bardzo niebezpieczne zachowanie. Przypominam, że Konstytucja RP gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do sądu niezależnego, także od innych władz. Jeśli więc ma miejsce sytuacja, w której politycy roszczą sobie prawo do decydowania o obsadzie sądów, to trzeba na to reagować. Już samo to wydarzenie, w moim przekonaniu, uzasadnia zwołanie nadzwyczajnego kongresu sędziów. Do tego w pakiecie otrzymujemy projekt ustawy zmieniającej ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, która mimo pewnych zalet ma jednak sprawić, że o nominacji sędziów w praktyce decydować będzie Prezydent. Inaczej mówiąc, cała obecna procedura, która przewiduje opinie wizytatorów, kolegiów sądowych, zgromadzeń sędziów i KRS będzie tylko dodatkiem do decyzji Prezydenta. Następna sprawa, której nie sposób przemilczeć, to stworzenie w Prokuraturze Krajowej wydziału ds. korupcji sędziów i prokuratorów, które w połączeniu z szeregiem wypowiedzi polityków mają stworzyć obraz, że sędziowie są skorumpowani i odpowiadają za większość problemów państwa. Generalnie chodzi więc o podważanie autorytetu sędziów i prawników w demokratycznym państwie prawa, a to akurat, w mojej ocenie, jest bardzo niebezpieczne. Dodajmy do tego, że nadzór nad sądami sprawuje minister sprawiedliwości od niedawna będący jednocześnie prokuratorem generalnym, czyli szefem potencjalnej strony w procesach sądowych.

 

Wreszcie wszyscy jesteśmy świadkami prób deprecjonowania przez rządzących polityków Trybunału Konstytucyjnego, a więc konstytucyjnego organu, który obok sądów sprawuje wymiar sprawiedliwości w Polsce. Już chyba tych kilka wydarzeń, o których wspomniałem, obrazuje sytuację wokół wymiaru sprawiedliwości i daje aż nadto tematów do dyskusji. W moim przekonaniu, na sędziach i prawnikach generalnie spoczywa odpowiedzialność by dbać o to, aby w praktyce realizowane było prawo do sądu, a władza sądownicza była w pełni niezależna. Demokratyczne państwo prawa musi opierać się na rzeczywistym i przejrzystym trójpodziale władzy, nie możemy pozwolić, by krok po kroku obniżano podstawowe standardy.

 

Zawód sędziego tak, ale tylko dla bardzo zdeterminowanych…

Model kształcenia sędziów i prokuratorów wciąż ewoluuje. Generalnie model scentralizowanego kształcenia sędziów i prokuratorów jest oceniany dobrze, choć wskazuje się też na mankamenty takiego szkolenia.

To prawda, model kształcenia sędziów i prokuratorów wciąż ewoluuje. O ile ewolucja ta, w przypadku aplikacji prokuratorskiej, zasługuje w pełni na ocenę pozytywną, o tyle aplikacją sędziowską ustawodawca, można powiedzieć, huśta w ostatnich latach niczym okrętem na wzburzonym morzu, nie biorąc pod uwagę, że chodzi tu nie tylko o przyszłość wymiaru sprawiedliwości, ale i o życie i przyszłość wielu zdolnych, młodych ludzi. Aplikanci prokuratorscy po ukończeniu aplikacji mają zapewnione miejsca pracy w prokuraturach i już w czasie aplikacji mogą brać udział w konkretnych czynnościach procesowych, nie tylko na zasadzie obserwatora. Aplikanci sędziowscy takich możliwości z różnych przyczyn nie mają.

 

 

Deklaracja Pierwotna

Deklaracja o wersji pierwotnej "Prawa Europejskiego w praktyce" Redakcja "Prawa Europejskiego w praktyce" informuje, że wersją pierwotną (referencyjną) czasopisma jest wydanie papierowe (ISSN 1733-2036). Po ukazaniu się drukiem nowego numeru czasopisma, Redakcja zamieszcza na stronie internetowej www.pewp.pl jego spis treści oraz wybrane publikacje z numeru.

Rada Naukowa

Prof. dr hab. Maria Kenig-Witkowska
Prof. dr hab. Jan Barcz,
Prof. dr hab. Marek Chmaj,
Dr hab. Robert Grzeszczak,
Dr Rafał Morek,
Dr Joanna Brylak,
Dr Marcin Krzymuski,
Robert Siwik.