Prof. zw. dr hab. Piotr Kardas

 

Polska procedura karna, po raz kolejny, staje się przedmiotem prac legislacyjnych. Tym razem po to, by zasadniczo zmienić niektóre regulacje wprowadzone w dniu 1 lipca 2015 r. By znaleźć właściwą optykę oceny przedstawionych w dniu 8 stycznia 2016 r. propozycji zmian kodeksu postępowania karnego, trzeba spojrzeć na nie z szerzej perspektywy. W szczególności zaś wziąć pod uwagę to, co stanowiło zasadnicze i najgłębsze podstawy i przesłanki wprowadzenia do polskiej procedury karnej zasady limitowanej (ograniczonej) kontradyktoryjności. Jest także konieczne zrekonstruowanie rzeczywistego, nie zaś jedynie postulowanego kształtu obowiązujących od 1 lipca 2015 r. rozwiązań, oraz ich znaczenia. Dopiero na tym tle, można sensownie i racjonalnie analizować przedstawione propozycje.

 

Podstawy wprowadzonych i obowiązujących od 1 lipca 2015 r. zmian wynikały z potrzeby sanacji wskazywanych zgodnie od co najmniej kilku lat przez teoretyków i praktyków dysfunkcji polskiego procesu karnego, których w żaden sposób nie udawało się usunąć ani poprzez korygującą praktykę wykładnię, ani poprzez kolejne zmiany regulacji proceduralnej przy zachowaniu tzw. mieszanego modelu procesu karnego. Niekończąca się przewlekłość postępowania, karykaturalne pomieszanie ról sędziego - pełniącego jednocześnie funkcję oskarżyciela, obrońcy i wreszcie rozstrzygającego spór, rozbudowany formalizm, niespełnienie standardów gwarancyjnych, to najpoważniejsze mankamenty polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych w okresie poprzedzającym 1 lipca 2015 r.

Przygotowywana i uchwalana na przestrzeni prawie dwóch lat nowelizacja procedury karnej miała w założeniu projektodawców stworzyć podstawy do sanacji najpoważniejszych mankamentów polskiego procesu. Kontradyktoryjność postępowania dowodowego w stadium rozpoznawczym, flagowy fragment nowelizacji, była tylko jedną ze zmian służących realizacji zasadniczego celu reformy – tj. zasadniczej zmiany obrazu wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych. Ze społecznego punktu widzenia kontradyktoryjność była nośnym hasłem, syntetycznie oddającym jedno z istotniejszych założeń nowelizacji – uzyskanie stanu, w którym sąd w procesie karnym będzie postrzegany przez strony postępowania oraz ogół jako bezstronny, niezaangażowany po żadnej ze stron arbiter, rozstrzygający spór tyczący odpowiedzialności karnej zainicjowany przez akt oskarżenia. W tym zakresie chodziło przede wszystkim o uzyskanie stanu, w którym pozycja sądu będzie gwarantować jego dystans równy do oskarżyciela i obrońcy, symbolizujący będącą istotą procesu karnego bezstronność. Sędzia miał być arbitrem – rozstrzygającym spór między reprezentowanym przez prokuratora państwem a oskarżonym oraz spór między oskarżonym i pokrzywdzonym (ofiarą). Oczywiście nowelizacja zmierzała do realizacji także szeregu innych celów, jednak ustawowe usytuowanie sądu w pozycji arbitra, zagwarantowanie poprzez odpowiednie regulacje bezstronności, zwolnienie sądu od obowiązku poszukiwania i przeprowadzania dowodów na rzecz oskarżenia, a tym samym „wymuszenie” większej aktywności prokuratorów na salach rozpraw, pełniących z zaangażowaniem i profesjonalizmem ustawowo przypisaną im rolę, można uznać za najistotniejsze ze społecznego punktu widzenia.

Choć twórcy reformy sami wskazywali na szczególne znaczenie kontradyktoryjności, sygnując całą nowelizację hasłem „w kierunku kontradyktoryjności”, to na żadnym etapie koncepcja sanacji polskiego procesu karnego nie opierała się na założeniu wprowadzenia do sądu „czystej kontradyktoryjności” na wzór anglo-amerykański. W istocie przygotowująca zmiany Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przyjmowała stanowisko zachowawcze, proponując nie tyle zastąpienie inkwizycyjności kontradyktoryjnością, co zmianę proporcji między tymi metodami prowadzenia czynności dowodowych przed sądem przy zachowaniu mieszanego modelu procesu. Mimo iż nowelizacja, która weszła w życie w dniu 1 lipca 2015 r. była prezentowana publicznie jako zmiana modelowa, której sens sprowadzał się do zastąpienia inkwizycyjności kontradyktoryjnością, to prawda o tej – skądinąd kontrowersyjnej nowelizacji – jest o wiele bardzie złożona, a po części wręcz banalna. Przed i po zmianach, które weszły w życie 1 lipca 2015 r., polski proces był, jest i najprawdopodobniej pozostanie w przyszłości, po kolejnych projektowanych aktualnie zmianach, procesem mieszanym. Mieszanym to znaczy takim, w którym także w stadium jurysdykcyjnym przeplatają się elementy kontradyktoryjności i inkwizycyjności. Różnica między procesem karnym przed i po 1 lipca 2015 r. tkwi jedynie i aż w proporcjach. Do tych proporcji sprowadzają się także spory o kształt i znaczenie aktualnie proponowanej nowelizacji polskiej procedury karnej.

 

            Taki sposób ukształtowania nowelizacji, niefortunnie określanej jako zmiana przekształcająca polski proces z inkwizycyjnego w kontradyktoryjny, miał swoje zalety i wady. Zaletą mogło być to, że w istocie modyfikacje wprowadzone w dniu 1 lipca 2015 r. nie miały charakteru „rewolucyjnego”, a zdecydowanie ewolucyjny. Wadą to, że zmiany  miały ewolucyjny, a nie rewolucyjny charakter.

Podstawowym błędem projektodawców było to, że zamiast przedstawiać w debacie publicznej projektowane zmiany w sposób adekwatny do ich treści, a więc mówić o zmianie proporcji między inkwizycyjnością a kontradyktoryjnością, zdecydowali się na w istocie propagandowy zabieg przedstawienia projektowanych zmian jako zmian „rewolucyjnych”, zmieniających polski proces z inkwizycyjnego w kontradyktoryjny. Takie podejście, prezentowane konsekwentnie od chwili przedstawienia pierwszej wersji projektu aż do momentu uchwalenia nowelizacji, spowodowało lęk i opór zdecydowanej części środowiska prawniczego, w szczególności prokuratorskiego. Lęk wynikający z naturalnego konserwatyzmu oraz obaw o konsekwencje zmiany rozkładu ciężaru dowodu i przeniesienia na prokuratorów jako oskarżycieli odpowiedzialności za wynik procesu. Z drugiej strony wprowadzone w dniu 1 lipca 2015 r. zmiany przenosiły odpowiedzialność za wynik procesu na obrońców. Rozkład obciążeń, a w konsekwencji rozkład związanego z nowelizacją ryzyka dla stron procesu – oskarżycieli i obrońców – był mniej więcej proporcjonalny.

Początkowo przychylne i aprobujące zmiany środowisko adwokatów, z biegiem czasu dostrzegło zagrożenia wynikające z braku ustawowego uregulowania kwestii związanych z wyszukiwaniem, gromadzeniem i utrwalaniem dowodów przez obrońców. A więc brak dostatecznie precyzyjnej regulacji dotyczącej tzw. dowodów prywatnych, jądra zwiększonej kontradyktoryjności po stronie obrońców.

Także środowisko sędziowskie nie w pełni aprobowało wprowadzone zmiany. W każdym ze wskazanych przypadków obawy wynikały w znacznej części z niezrozumienia. Niezrozumienie zaś z błędu, objawiającego się przedstawianiem zmiany korekcyjnej jako zmiany modelowej. W ten sposób w debacie publicznej kontradyktoryjność stała się synonimem zagrożenia dla wszystkich. Wystarczyło dodać, że kontradyktoryjność osłabia funkcję państwa w sprawowaniu publicznego ius puniendi, by stworzyć społecznie przychylny klimat po stronie co najmniej części przedstawicieli środowiska prawniczego, w szczególności, choć nie wyłącznie prokuratorów, dla działań w kierunku „odwrócenia” wprowadzonych w dniu 1 lipca 2015 r. zmian.

(...)

Więcej w nr 01/2016 PEwP

 

Deklaracja Pierwotna

Deklaracja o wersji pierwotnej "Prawa Europejskiego w praktyce" Redakcja "Prawa Europejskiego w praktyce" informuje, że wersją pierwotną (referencyjną) czasopisma jest wydanie papierowe (ISSN 1733-2036). Po ukazaniu się drukiem nowego numeru czasopisma, Redakcja zamieszcza na stronie internetowej www.pewp.pl jego spis treści oraz wybrane publikacje z numeru.

Rada Naukowa

Prof. dr hab. Maria Magdalena Kenig-Witkowska,

Prof. dr hab. Jan Barcz,

Prof. dr hab. Marek Chmaj,

Prof. dr hab. Artur Nowak-Far,

Prof. dr hab. Arkadiusz Wudarski,

Prof. nadzw. UW, dr hab. Robert Grzeszczak,

Tomasz Janik,

Adw. dr Rafał Morek,

Dr Joanna Brylak,

Dr Marcin Krzymuski,

Dr Robert Siwik,

Dr Barbara Godlewska-Bujok.