Łukasz Winny

Zasada praworządności odgrywa coraz większą rolę w porządku prawnym Unii Europejskiej. Świadczy o tym między innymi zawarcie jej - jako wartości nadrzędnej, na której opiera się Unia - w artykule 2 Traktatu o Unii Europejskiej, czy fakt stworzenia stanowiska Komisarza UE odpowiedzialnego wyłącznie za sprawy związane z praworządnością. Wzrost znaczenia wyżej wymienionej zasady spowodował także ożywienie debaty w zakresie art. 7 TUE.

 

Na jego mocy, państwo może zostać pociągnięte do odpowiedzialności za naruszenie „wartości z artykułu 2 TUE“, tj. „wartości poszanowiania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, praw człowieka“.[1] Instytucje Unii Europejskiej, w tym Komisja Europejska  i Parlament Europejski, starają się przeforsować zmiany mające na celu nadanie skuteczności - trudnej dziś do przeprowadzenia - procedurze z artykułu 7 TUE. Warto przy tym zwrócić uwagę, że procedura ta, choć nigdy nie została przeprowadzona,  co kilka lat staje się przedmiotem debaty na temat potencjalnych zagrożeń dla zasady praworządności w państwach członkowskich Unii Europejskiej – tak było w przypadku Francji, Węgier, Rumunii czy obecnie Polski.[2] Jednym z impulsów do debaty na temat reformy artykułu 7 TUE, obok coraz częściej występujących konfliktów krajowych wokół zasady praworządności, było pojawienie się w marcu 2014 roku Komunikatu Komisji Europejskiej zatytułowanego „Nowe Ramy UE na rzecz umocnienia praworządności.” W Komunikacie tym zawarto ramy wstępnej procedury przeprowadzanej na etapie Komisji poprzedzające bezpośrednie zastosowanie art. 7 TUE . O ile w Komunikacie brak definicji określenia „poważnego i stałego naruszenia wartości z art. 2 TUE“, to Komisja podjęła próbę definicji zasady praworządności - naczelnej zasady determinującej uruchomienie procedury z art. 7 TUE.[3]  Definicja zasady praworządności (ang. rule of law) posłuży jako punkt wyjściowy dla dalszych rozważań na temat możliwych zmian w zakresie zwiększenia efektywności jej przestrzegania w Unii Europejskiej.

 

 

Ochrona praworządności w systemie prawa UE

          Wartość „państwa prawa” ujęta w artykule 2 TUE, obok wartości takich jak demokracja czy wolność, jest kluczowa dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania całej Unii. Nie bez powodu wartości, którymi kieruje się Unia Europejska zostały zapisane w traktacie jeszcze przed jej celami. Kierując się właśnie tymi wartościami - zgodnie z zasadami wykładni systemowej – Wspólnota będzie realizować cele określone w artykule 3 TUE. Zasada praworządności odnosi się, jak wynika chociażby z kryteriów kopenhaskich, które determinują możliwość wejścia danego kraju do UE, do każdej z trzech gałęzi monteskiuszowskiego podziału władzy. W zakresie sądownictwa obejmuje ona zapewnienie jego niezależności, bezstronności, prawo do sądu czy sprawiedliwego procesu. W zakresie władzy wykonawczej dotyczy na przykład obowiązku działania administracji publicznej tylko w granicach i na podstawie prawa. Wreszcie w zakresie prawodawstwa oznacza transparentność uchwalanych praw, ich sprawiedliwość, jasność dla obywateli, obowiązek ich publikacji, pewność czy ochronę praw podstawowych.[4] O ile jednak funkcjonuje zgoda co do określenia podstawowych elementów definicji  praworządności, to w prawie Unii Europejskiej brakuje definicji legalnej tego pojęcia.  Znacznie utrudnia to stosowanie mechanizmu z artykułu 7 TUE, który opiera się na poszanowaniu właśnie tej zasady.  De facto ocena, czy istnieje ryzyko naruszenia zasady praworządności celem uruchomienia procedury z art. 7 TUE, jest pozostawiona ocenie Komisji oraz innych podmiotów uprawnionych na mocy tego artykułu, przy czym brak konkretnych kryteriów oceny takiego naruszenia. 

          Opierając się na raporcie Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo (tzw. Komisji Weneckiej), Komisja Europejska w swoim komunikacie, dotyczącym umacniania zasady  praworządności, poruszyła problem znaczenia tego pojęcia.  Praworządność,  zgodnie z definicją zawartą w propozycji Komisji, łączy się z przestrzeganiem sześciu podstawowych reguł. Są nimi: „legalność, która oznacza przejrzysty, odpowiedzialny, demokratyczny i pluralistyczny proces uchwalania prawa; pewność prawa, zakaz arbitralności w działaniu władz wykonawczych, niezależność i niezawisłość sądów, skuteczną kontrolę sądową, w tym kontrolę poszanowania praw podstawowych oraz równość wobec prawa”.  W komunikacie podkreślono, że standardy państwa prawa mogą się różnić na poziomie krajowym w zależności od systemu konstytucjonalnego każdego z krajów członkowskich.[5] Chodzi tu jednak o wyznaczenie swoistego trzonu tej zasady, niezależnego od różnic ustrojowych.

 

Nowe Ramy UE na rzecz umocnienia praworządności

(...)

 



[1] Dimitri Kocheniv & Laurent Pech „Monitoring and Enforcement of the Rule of Law in the EU: Rhetoric and Reality” EU Constitutional Review 11(2015)  s. 513

[2] Danuta Adamiec „Nowe Ramy Unii Europejskiej na rzecz umocnienia państwa prawnego – zapowiedź zmian traktatowych” Sprawy Międzynarodowe 2014, nr 1  s. 110-111

[3]  Komunikat Komisji COM(2014) „Nowe Ramy UE na rzecz umocnienia praworządności” 158 http://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=celex:52014DC0158

[4] http://ec.europa.eu/enlargement/policy/policy-highlights/rule-of-law/index_en.htm Zasada „Rule of Law“  strona Komisjii Europejskiej, 2.04.2016 r.

[5] Komunikat Komisji COM(2014) „Nowe Ramy UE na rzecz umocnienia praworządności” 158 http://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=celex:52014DC0158

Więcej w nr 04/2016 PEwP

 

Monika Kurczab-Ligienza

Glosa do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z dnia 19 kwietnia 2012 r., C-415/1

Glosowany wyrok odnosi się do modyfikacji ciężaru dowodu w sprawach o dyskryminację ze względu na płeć, wiek i pochodzenie etniczne w zakresie dostępu do zatrudnienia, w kontekście uzyskania informacji przez kandydata ubiegającego się o zatrudnienie o wyniku naboru na określone stanowisko.

 

Wprowadzenie

 

Przedmiotem glosy jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (dalej: TSUE) z dnia 19 kwietnia 2012 r.[1], który został wydany w trybie prejudycjalnym na wniosek Bundesarbeitsgericht w postępowaniu wszczętym przez G. Meister przeciwko Speech Design Carrier Systems GmbH. Orzeczenie odnosi się do zasady odwróconego ciężaru dowodu w sprawach dotyczących dyskryminacji ze względu na płeć, wiek oraz pochodzenie etniczne w zakresie dostępu do zatrudnienia. Wyrokiem tym TSUE rozstrzygnął istotną kwestię, a mianowicie, czy kandydat ubiegający się o pracę może żądać przestrzegania wobec siebie zasady równego traktowania w sytuacji, kiedy jego aplikacja została odrzucona bez wskazania przez pracodawcę uzasadnienia albo innych informacji odnoszących się do procedury selekcyjnej i jej wyniku. Dokonana przez TSUE wykładnia art. 8 ust. 1 dyrektywy Rady 2000/43/WE z dnia 29 czerwca 2000 r. wprowadzającej w życie zasadę równego traktowania osób bez względu na pochodzenie rasowe lub etniczne[2] (dalej: dyrektywa 2000/43), art. 10 ust. 1 dyrektywy Rady 2000/78/WE z dnia 27 listopada 2000 r. ustanawiającej ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy[3] (dalej: dyrektywa 2000/78) oraz art. 19 ust. 1 dyrektywy 2006/54/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 5 lipca 2006 r. w sprawie wprowadzenia w życie zasady równości szans oraz równego traktowania kobiet i mężczyzn w dziedzinie zatrudnienia i pracy[4] (dalej: dyrektywa 2006/54) potwierdza, iż modyfikacji ciężaru dowodu nie można rozpatrywać w całkowitym oderwaniu od swobody, która przysługuje pracodawcy w zatrudnianiu wybranych osób. TSUE uznał bowiem, iż wskazane przepisy nie ustanawiają prawa pracownika do uzyskania informacji na temat tego, czy w wyniku procedury rekrutacyjnej pracodawca zatrudnił innego kandydata.

            Powstała na tle zadanych pytań prejudycjalnych wykładnia przepisów prawa wtórnego Unii Europejskiej, jako że dookreśla granicę między uprawnieniami przyznanymi osobie, która uważa się za pokrzywdzoną z uwagi na nieprzestrzeganie wobec niej zasady równego traktowania z jednej strony, a prawem pracodawcy do doboru pracowników z drugiej, warta jest szczegółowego omówienia.

(...)



[1]    Wyrok Galina Meister przeciwko Speech Design Carrier Systems GmbH, C-415/10, EU:C:2012:217

[2]    Dz.Urz. WE L 180 z 19.07.2000 r., s. 22; polskie wyd. specj., rozdz. 20, t. 1, s. 23

[3]    Dz. Urz. WE L 303 z 02.12.2000 r., s. 16; polskie wyd. specj., rozdz. 5, t. 4, s. 79

[4]    Dz. Urz. UE L 204 z 26.07.2006 r., s. 23

Więcej nr 02/2016 PEwP

 

 

Małgorzata Świeca

 

W dniu 12 stycznia 2016 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw z dnia 8 stycznia 2016 r., który został przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości. Regulacja zakłada restytucję modelu procesowego sprzed zmian wprowadzonych przez przepisy ustawy z dnia 27 września 2013 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw, które to przepisy weszły w życie w dniu 1 lipca 2015 r. Zasadniczym celem planowanych zmian jest przywrócenie nadrzędności zasady prawdy materialnej, a w konsekwencji ponowne wprowadzenie aktywnej roli sądu w toku procesu.

 

Uzasadnienie najnowszego projektu znacznie jednak zniekształca rzeczywiste motywy oraz funkcjonowanie modelu wprowadzonego z dniem 1 lipca 2015 r., czyniąc przyjęty ostatnio przez Radę Ministrów akt w znacznym stopniu demagogicznym i stanowiącym element gry politycznej w postaci krytyki i negacji rozwiązań wprowadzonych przez poprzednią władzę jedynie dla zasady i manifestacji własnych racji. Manifestacja ta odbywać się będzie jednak kosztem racjonalności prawodawczej oraz stabilności i pewności prawa. W efekcie stanowi to bezpośredni cios w zasadę demokratycznego państwa prawnego proklamowaną w art. 2 Konstytucji RP[2], z której wywodzi się zasadę zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasadę bezpieczeństwa prawnego. Aktualna władza na przestrzeni ostatnich tygodni wielokrotnie zaskakiwała polskie społeczeństwo, zaś rozpoczęcie swoistej żonglerki przepisami karnoprocesowymi to kolejny przejaw pochopnego i nieprzemyślanego działania, a wręcz nieobliczalności rządzących.

 

Zauważyć należy, że zasada prawdy materialnej stanowi fundament orzekania w postępowaniu karnym niezmiennie od daty wejścia w życie ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego[3]. Była ona proklamowana również na gruncie poprzedniego ustroju w ustawie karnoprocesowej z dnia 19 kwietnia 1969 r.[4] W obecnym stanie prawnym jest ona statuowana w art. 2 § 2 k.p.k. Zasada prawdy materialnej wprowadza do procedury karnej wymóg oparcia wszelkich decyzji procesowych na ustaleniach faktycznych zgodnych z prawdą. Wynika z niej równolegle dyrektywa wiążąca organy procesowe, która zobowiązuje do podjęcia maksymalnych starań i wyczerpania wszystkich środków służących dotarciu do tejże prawdy (z wyłączeniem tylko takich instrumentów, które byłyby sprzeczne z humanitaryzmem i gwarancjami procesowymi). Realizacji wskazanego wymogu mają służyć zasady postępowania karnego o charakterze akcesoryjnym, przede wszystkim bezpośredniość dowodów jako reguła generalna oraz zasada swobodnej oceny dowodów[5]. Należy zaznaczyć, iż dyrektywa wynikająca z art. 2 § 2 k.p.k. posiada również fundamenty konstytucyjne. Jej realizacja stanowi warunek sine qua non urzeczywistnienia prawa do sądu, a więc ukonstytuowanego w art. 45 ust. 1 ustawy zasadniczej prawa do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Ponadto przyczynia się ona do zapewnienia materializacji art. 42 ust. 1 zd. 1 Konstytucji RP poprzez prawidłowe pociągnięcie odpowiedniej osoby do odpowiedzialności karnej.

 

Określone w art. 2 § 2 k.p.k. pojęcie prawdziwych ustaleń faktycznych interpretować należy jako ustalenia, które zostały udowodnione, zaś udowodnienie ma miejsce wówczas, gdy w świetle przeprowadzonych dowodów fakt przeciwny dowodzonemu jest niemożliwy lub wysoce nieprawdopodobny[6]. Swoiste standardy udowodnienia właściwie określił gdański Sąd Apelacyjny w wyroku z dnia 7 listopada 2012 r., w którym wyeksponowano dwa niezbędne warunki, jakie spełniać winno udowodnienie: po pierwsze, dowody stanowiące podstawę ustaleń faktycznych muszą być obiektywnie przekonywalne, a więc dawać tak wysoki stopień prawdopodobieństwa, że normalnie oceniający człowiek powinien zostać przekonany o prawdziwości określonego ustalenia faktycznego, zaś po drugie: powinno wystąpić całkowite przekonanie organu rozstrzygającego, to jest wydającego decyzję, o prawdziwości danego ustalenia faktycznego[7] .

 

 

(...)

[1] Ustawa z dnia 27 września 2013 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2013 r., poz. 1247).

[2] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz.U. Nr 78, poz. 483 z późn. zm.)

[3] Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego (Dz.U. Nr 89, poz. 555 z późn. zm.)

[4] Ustawa z dnia 19 kwietnia 1969 r. – Kodeks postępowania karnego (Dz.U. z 1969 r. Nr 13, poz. 96)

[5] Wyrok SN z dnia 17 września 1971 r., I KR 120/71, LEX nr 16626.

[6] Wyrok SA w Gdańsku z dnia 30 grudnia 2010 r., II AKa 280/10, LEX nr 936530; wyrok SA w Gdańsku z dnia 12 czerwca 2013 r., II AKa 161/13, LEX nr 1394171.

[7] Wyrok SA w Gdańsku z dnia 7 listopada 2012 r., II AKa 355/12, LEX nr 1236138.

 

Więcej nr 01/2016 PEwP

 

 

 

Prof. Robert Grzeszczak

Unia Europejska w XXI wieku jest konfrontowana z nowymi problemami, w poprzednich dekadach nieznanymi w ogóle lub nie w tej skali. Początek II dekady XXI wieku rozpoczął się osiągnięciem pewnej masy krytycznej w procesach integracyjnych. Konkurencyjna gospodarka przestała być okrętem flagowym UE, natomiast stać się nim miały wysokie standardy ochrony praw człowieka. Jednak te wpadają w kolizję z efektywnością rynku, który boryka się z poważnym kryzysem. Dzieje się tak wskutek braku jasnych celów i jednoznacznej decyzji czym Unia Europejska jest, czy rynkiem, organizacją międzynarodową, federacją, czy formą zupełnie nową, nie dającą się współcześnie zdefiniować?

 

Unia i jej kryzys – jak nigdy dotąd poważny

 

 

Z pewnością obserwujemy swoiste przesilenie ustrojowe i substancjonalne UE. Nad całością dodatkowo ciąży problem rozbicia UE w sprawie polityki imigracyjnej i azylowej. Globalny kryzys ekonomiczny, który rozpoczął się jeszcze przed wejściem w życie Traktatu z Lizbony w 2009 roku, spowodował odmienne stosowanie norm traktatowych. Wystąpiły takie zjawiska jak wzrost tendencji centralistycznych i rosnąca dominacja polityki nad ekonomią. Na nowo rozgorzała konkurencja państw członkowskich o przywództwo w sektorowych politykach UE (np. energetycznej czy rolnej), w określonych strefach (euro) i w Unii jako całości. Pierwsza dekada XXI wieku to silne wyodrębnienie się państw, których wspólną walutą jest euro. To one wyraźnie ustanowiły jądro integracyjne. Jednak z rozwojem kryzysu doszło do dalszego wewnętrznego zróżnicowania, a w efekcie do silnej polaryzacji pozycji poszczególnych państw w strefie euro. Jest to proces grupowania się państw tej strefy w bardziej jednorodną przestrzeń prawno-instytucjonalną oraz wyłączania pozostałych (zwłaszcza nowych) członków Unii na jej peryferie[1]. Wszystkie te uwagi i problemy, jak w soczewce, znalazły się w dyskusji na temat przyczyn i ewentualnych skutków wyjścia z Unii Europejskiej silnego państwa członkowskiego - Zjednoczonego Królestwa (tzw. Brexitu).

 

 

Brexit

 

W 2017 roku może odbyć się w Zjednoczonym Królestwie (ZK) referendum w sprawie pozostania lub wyjścia z Unii Europejskiej. Zresztą nie pierwszy raz pojawia się taka zapowiedź. Wystąpienie z UE od lat pozostaje kuszącym dla niektórych kręgów politycznych rozwiązaniem. Dotąd najbardziej bliska przeprowadzeniu referendum w sprawie pozostania we Wspólnotach Europejskich była w 1975 roku premier Margaret Thatcher[2]. Bezpośrednim powodem była wówczas kwestia składki brytyjskiej do budżetu wspólnotowego i wypłat z budżetu dla rolnictwa francuskiego. Dla zażegnania inicjatywy brytyjskiej Wspólnoty zgodziły się na tzw. „Rabat brytyjski”, polegający zwłaszcza na znacznym obniżeniu składki brytyjskiej, co uzasadniano odmiennością struktury rolnictwa brytyjskiego, co powodowało, że Zjednoczone Królestwo nie pobierało tak wielu środków z budżetu jak Francja. Sprawa referendum pojawiała się wielokrotnie na nowo, nie wychodziła jednak poza argumentację medialną i polityczną. Aktualnie mamy jednak do czynienia z sytuacją oficjalnej zapowiedzi referendum w 2017 roku, o ile partia konserwatywna utrzyma do tego czasu władzę w Królestwie.

Szczegółowa analiza konsekwencji wyjścia Zjednoczonego Królestwa (ZK) z Unii Europejskiej (UE) nie jest możliwa w ramach jednego artykułu. Nie jest też możliwa na tym etapie rozwoju sytuacji. Jednak wiadomym jest już teraz to, że Brexit będzie niósł bardzo poważne konsekwencje ekonomiczne i prawne dla obywateli UE i podmiotów gospodarczych wewnątrz i na zewnątrz Unii oraz, a może zwłaszcza, dla samego ZK[3].

Trzeba jednak podkreślić, że w przypadku podjęcia decyzji o wyjściu, w referendum w 2017 roku, proces wystąpienia nie ziści się przed 2019 rokiem, a raczej znacznie później. Proceduralnie wyglądać będzie w ten sposób, że po decyzji podjętej w referendum, rząd brytyjski będzie procedować dalej zgodnie z wymogami prawa wewnętrznego brytyjskiego, a zatem przy udziale i zgodzie parlamentu. W efekcie rząd wystosuje formalny wniosek do Rady Europejskiej i tym samym notyfikuje swój zamiar na forum UE. Wówczas to Komisja Europejska, w oparciu o wytyczne ustalone i przyjęte na forum Rady Europejskiej, będzie prowadziła negocjacje ze Zjednoczonym Królestwem.

Co do zasady będą one przypominały procedurę zawierania umowy międzynarodowej przez UE z państwem trzecim, a zwłaszcza proces negocjacji warunków wejścia do UE nowego państwa członkowskiego. Umowa ta (tj. o warunkach wystąpienia z UE) będzie określała szczegółowo warunki wystąpienia, dookreślała tym samym ramy dalszych (nieczłonkowskich) stosunków z Unią. Umowę tę negocjuje się zgodnie z regulacjami z art. 218 ustęp 3 TFUE. Zostanie ona zawarta w imieniu Unii przez Radę stanowioną większością kwalifikowaną po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego. Traktaty stanowiące UE przestaną mieć zastosowanie do ZK od dnia wejścia w życie umowy o wystąpieniu.

Możliwy jest także taki scenariusz, w którym w ciągu 2 lat od złożenia wniosku nie uda się zakończyć negocjacji. Wówczas traktaty (TUE i TFUE) przestaną wiązać UK bez dookreślonych dalszych warunków współpracy z UE i jej państwami członkowskimi. Byłby to jednak fatalny i chyba najgroźniejszy w skutkach scenariusz, tak dla UE i jej państw (w tym dla Polski), jak i dla samego Zjednoczonego Królestwa.

Rada Europejska w porozumieniu z ZK może jednak po upływie ww. dwóch lat podjąć (ale jednomyślnie) decyzję o przedłużeniu okresu negocjacji, przy czym w głosowaniach Rady Europejskiej nie bierze udziału samo ZK.

Przyjmując natomiast wariant, że dotknięte negatywnymi konsekwencjami wystąpienia ZK zmieni swój plan funkcjonowania w Europie – wówczas oczywiście będzie mogło zwrócić się o ponowne przyjęcie do UE, a jego wniosek podlegałby zwyczajnej procedurze akcesyjnej – od początku. Oczywiście te ogólne reguły będą musiały być uzupełniane przez praktykę, która będzie zmuszona wypełnić wiele luk pozostawionych przez twórców traktatów stanowiących UE (TUE i TFUE). Tu swoją rolę powinna odegrać Komisja Europejska, na którą spadnie obowiązek uzupełnienia owych luk, podobnie jak miało to miejsce np. z procedurą zawieszenia członkostwa państwa, które uporczywie łamie zasady i wartości UE (art. 7 TUE został niejako doprecyzowany i dopełniony prawem miękkim, tj. Komunikatem KE o procedurze kontroli praworządności w państwie członkowskim[4]). Jak i kiedy to się stanie, pozostaje na razie pytaniem bez odpowiedzi. Jednak z pewnością doświadczenia z procesu akcesyjnego są tu użyteczne, ponieważ niektóre elementy kształtujące modus operandi dla rozszerzenia UE mogą być użyteczne mutatis mutandis do procesu wyjścia z UE[5].

 

Co po wyjściu? – liczne problemy tkwią w szczegółach

 

Wystąpienie z UE będzie miało poważne konsekwencje ekonomiczne i prawne dla obywateli UE i społeczności biznesowych wewnątrz i na zewnątrz Unii. Jak wskazuje A. Łazowski - wycofanie się z UE będzie oznaczać wpierw to, że traktaty stanowiące UE przestaną wiązać ZK i nie będą stosowane do tego kraju, a w efekcie m.in. zakończy się mandat do kontroli sądowej (tzn. Jurysdykcja) Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). ZK wycofa swoich przedstawicieli z KE, TSUE, RE i Rady, z organów pomocniczych i wyspecjalizowanych, w tym z różnych agencji unijnych. Zostaną wygaszone liczne wspólne inicjatywy i projekty, od programów pomocowych, przez naukowe, aż do edukacyjnych i kulturalnych.

Jednak znacznie trudniejszy okaże się kolejny etap wygaszania członkostwa – zwłaszcza dla samego ZK, a będzie to uregulowanie na nowo statusu aktów prawnych, które stanowią dorobek UE. Dotyczy to rozporządzeń i decyzji unijnych, ale także dyrektyw implementowanych poprzez ustawodawstwo krajowe. Technika i procedury rozwiązania tego dylematu nie są znane i tym bardziej przesądzone[6]. A niesie to zasadnicze znaczenie dla jednostek, zarówno obywateli UK, jak i obywateli innych państw członkowskich, którzy legalnie przebywają na terytorium ZK i korzystają tam z którejś ze swobód osobowych (tj. pracują, prowadzą działalność gospodarczą, świadczą usługi czy też przebywają bez związania ekonomicznego, np. emeryci). Z pewnością UK będzie musiała uchylić ustawę 1972 roku (The European Communities Act 1972), która reguluje m.in. zasady stosowania prawa unijnego w systemie brytyjskiego prawa krajowego.

Jak widać, przewijają się tu dwa poziomy problemów prawnych związanych z wyjściem ze struktur integracyjnych – są to poziom instytucjonalny i indywidualny. W tym drugim przypadku jest mowa o skutkach dla jednostek[7]. Bo jednym z wielu problemów będzie zakończenie ochrony, lub przynajmniej zmiana jej zakresu, jaką czerpią jednostki z możliwości powoływania się na prawo UE, a w tym na zasady unijne takie jak zasada pierwszeństwa prawa UE czy np. skutku pośredniego i prounijnej interpretacji prawa krajowego – zwłaszcza prawa krajowego implementującego unijne dyrektywy, czy odpowiedzialności państwa wobec jednostki za złamanie prawa unijnego. Dojdzie do swoistego rozwodu między tymi, dotąd połączonymi genetycznie, źródłami prawa (mowa tu zwłaszcza o relacji dyrektyw i aktów je wdrażających). Podobny problem i „rozwód” dotyczyć będzie umów międzynarodowych - zawartych samodzielnie przez UE, a wiążących także jej państwa członkowskie, jak i umów mieszanych, czyli zawieranych z państwem trzecim lub organizacją międzynarodową łącznie przez UE i jej państwa członkowskie. Umów tych jest bardzo dużo i część z nich jest o zasadniczym znaczeniu dla podstawowych dziedzin gospodarki państwa.

(...)



[1] Zob. Kondycja Unii Europejskiej w XXI wieku - dokąd zmierzamy?, Rozmowa z prof. Robertem Grzeszczakiem, w: Prawo Europejskie w Praktyce nr 9/2015, s. 6 i n.

[2] O stanowisku M. Teacher z lat 70-tych XX wieku ozyła na nowo dyskusja, zob. np. Would Margaret Thatcher have backed Brexit? w: The Tlelegraph z 10.06.2016 r. dostęp na http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/eu/12145497/Would-Margaret-Thatcher-have-backed-Brexit.html , a także Margaret Thatcher’s supposed EU views will fire up the right w: The Guardian z 7.02.2016 r, dostępny na: http://www.theguardian.com/commentisfree/2016/feb/07/margaret-thatcher-eu-views-brexit

[3] Szeroko na ten temat zob. A. Łazowski, Withdrawal from the European Union. A Legal Appraisal, Edward Elgar Publishing 2016, ss. 288; a także C.M. Rieder, The Withdrawal Clause of the Lisbon Treaty in the Light of EU Citizenship: Between Disintegration and Integration, 37 Fordham Intlernational Law Journal (2013), ss. 147 – 174.

[4] Komunikat Komisji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11.3.2014r., pt. „Nowe ramy UE na rzecz umocnienia praworządności”, COM(2014) 158 final.

[5] A. Łazowski, EU Withdrawal: Good Business for British Business?” w: European Public Law 22, no. 1 (2016): 115–130.

[6] A. Łazowski, EU Withdrawal: … op.cit., s. 121-122.

[7] Zob. C.M. Rieder, The Withdrawal Clause … op. cit., s. 173 i n.

Więcej  w  nr 02/2016

 

Prof. zw. dr hab. Piotr Kardas

 

Polska procedura karna, po raz kolejny, staje się przedmiotem prac legislacyjnych. Tym razem po to, by zasadniczo zmienić niektóre regulacje wprowadzone w dniu 1 lipca 2015 r. By znaleźć właściwą optykę oceny przedstawionych w dniu 8 stycznia 2016 r. propozycji zmian kodeksu postępowania karnego, trzeba spojrzeć na nie z szerzej perspektywy. W szczególności zaś wziąć pod uwagę to, co stanowiło zasadnicze i najgłębsze podstawy i przesłanki wprowadzenia do polskiej procedury karnej zasady limitowanej (ograniczonej) kontradyktoryjności. Jest także konieczne zrekonstruowanie rzeczywistego, nie zaś jedynie postulowanego kształtu obowiązujących od 1 lipca 2015 r. rozwiązań, oraz ich znaczenia. Dopiero na tym tle, można sensownie i racjonalnie analizować przedstawione propozycje.

 

Podstawy wprowadzonych i obowiązujących od 1 lipca 2015 r. zmian wynikały z potrzeby sanacji wskazywanych zgodnie od co najmniej kilku lat przez teoretyków i praktyków dysfunkcji polskiego procesu karnego, których w żaden sposób nie udawało się usunąć ani poprzez korygującą praktykę wykładnię, ani poprzez kolejne zmiany regulacji proceduralnej przy zachowaniu tzw. mieszanego modelu procesu karnego. Niekończąca się przewlekłość postępowania, karykaturalne pomieszanie ról sędziego - pełniącego jednocześnie funkcję oskarżyciela, obrońcy i wreszcie rozstrzygającego spór, rozbudowany formalizm, niespełnienie standardów gwarancyjnych, to najpoważniejsze mankamenty polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych w okresie poprzedzającym 1 lipca 2015 r.

Przygotowywana i uchwalana na przestrzeni prawie dwóch lat nowelizacja procedury karnej miała w założeniu projektodawców stworzyć podstawy do sanacji najpoważniejszych mankamentów polskiego procesu. Kontradyktoryjność postępowania dowodowego w stadium rozpoznawczym, flagowy fragment nowelizacji, była tylko jedną ze zmian służących realizacji zasadniczego celu reformy – tj. zasadniczej zmiany obrazu wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych. Ze społecznego punktu widzenia kontradyktoryjność była nośnym hasłem, syntetycznie oddającym jedno z istotniejszych założeń nowelizacji – uzyskanie stanu, w którym sąd w procesie karnym będzie postrzegany przez strony postępowania oraz ogół jako bezstronny, niezaangażowany po żadnej ze stron arbiter, rozstrzygający spór tyczący odpowiedzialności karnej zainicjowany przez akt oskarżenia. W tym zakresie chodziło przede wszystkim o uzyskanie stanu, w którym pozycja sądu będzie gwarantować jego dystans równy do oskarżyciela i obrońcy, symbolizujący będącą istotą procesu karnego bezstronność. Sędzia miał być arbitrem – rozstrzygającym spór między reprezentowanym przez prokuratora państwem a oskarżonym oraz spór między oskarżonym i pokrzywdzonym (ofiarą). Oczywiście nowelizacja zmierzała do realizacji także szeregu innych celów, jednak ustawowe usytuowanie sądu w pozycji arbitra, zagwarantowanie poprzez odpowiednie regulacje bezstronności, zwolnienie sądu od obowiązku poszukiwania i przeprowadzania dowodów na rzecz oskarżenia, a tym samym „wymuszenie” większej aktywności prokuratorów na salach rozpraw, pełniących z zaangażowaniem i profesjonalizmem ustawowo przypisaną im rolę, można uznać za najistotniejsze ze społecznego punktu widzenia.

Choć twórcy reformy sami wskazywali na szczególne znaczenie kontradyktoryjności, sygnując całą nowelizację hasłem „w kierunku kontradyktoryjności”, to na żadnym etapie koncepcja sanacji polskiego procesu karnego nie opierała się na założeniu wprowadzenia do sądu „czystej kontradyktoryjności” na wzór anglo-amerykański. W istocie przygotowująca zmiany Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przyjmowała stanowisko zachowawcze, proponując nie tyle zastąpienie inkwizycyjności kontradyktoryjnością, co zmianę proporcji między tymi metodami prowadzenia czynności dowodowych przed sądem przy zachowaniu mieszanego modelu procesu. Mimo iż nowelizacja, która weszła w życie w dniu 1 lipca 2015 r. była prezentowana publicznie jako zmiana modelowa, której sens sprowadzał się do zastąpienia inkwizycyjności kontradyktoryjnością, to prawda o tej – skądinąd kontrowersyjnej nowelizacji – jest o wiele bardzie złożona, a po części wręcz banalna. Przed i po zmianach, które weszły w życie 1 lipca 2015 r., polski proces był, jest i najprawdopodobniej pozostanie w przyszłości, po kolejnych projektowanych aktualnie zmianach, procesem mieszanym. Mieszanym to znaczy takim, w którym także w stadium jurysdykcyjnym przeplatają się elementy kontradyktoryjności i inkwizycyjności. Różnica między procesem karnym przed i po 1 lipca 2015 r. tkwi jedynie i aż w proporcjach. Do tych proporcji sprowadzają się także spory o kształt i znaczenie aktualnie proponowanej nowelizacji polskiej procedury karnej.

 

            Taki sposób ukształtowania nowelizacji, niefortunnie określanej jako zmiana przekształcająca polski proces z inkwizycyjnego w kontradyktoryjny, miał swoje zalety i wady. Zaletą mogło być to, że w istocie modyfikacje wprowadzone w dniu 1 lipca 2015 r. nie miały charakteru „rewolucyjnego”, a zdecydowanie ewolucyjny. Wadą to, że zmiany  miały ewolucyjny, a nie rewolucyjny charakter.

Podstawowym błędem projektodawców było to, że zamiast przedstawiać w debacie publicznej projektowane zmiany w sposób adekwatny do ich treści, a więc mówić o zmianie proporcji między inkwizycyjnością a kontradyktoryjnością, zdecydowali się na w istocie propagandowy zabieg przedstawienia projektowanych zmian jako zmian „rewolucyjnych”, zmieniających polski proces z inkwizycyjnego w kontradyktoryjny. Takie podejście, prezentowane konsekwentnie od chwili przedstawienia pierwszej wersji projektu aż do momentu uchwalenia nowelizacji, spowodowało lęk i opór zdecydowanej części środowiska prawniczego, w szczególności prokuratorskiego. Lęk wynikający z naturalnego konserwatyzmu oraz obaw o konsekwencje zmiany rozkładu ciężaru dowodu i przeniesienia na prokuratorów jako oskarżycieli odpowiedzialności za wynik procesu. Z drugiej strony wprowadzone w dniu 1 lipca 2015 r. zmiany przenosiły odpowiedzialność za wynik procesu na obrońców. Rozkład obciążeń, a w konsekwencji rozkład związanego z nowelizacją ryzyka dla stron procesu – oskarżycieli i obrońców – był mniej więcej proporcjonalny.

Początkowo przychylne i aprobujące zmiany środowisko adwokatów, z biegiem czasu dostrzegło zagrożenia wynikające z braku ustawowego uregulowania kwestii związanych z wyszukiwaniem, gromadzeniem i utrwalaniem dowodów przez obrońców. A więc brak dostatecznie precyzyjnej regulacji dotyczącej tzw. dowodów prywatnych, jądra zwiększonej kontradyktoryjności po stronie obrońców.

Także środowisko sędziowskie nie w pełni aprobowało wprowadzone zmiany. W każdym ze wskazanych przypadków obawy wynikały w znacznej części z niezrozumienia. Niezrozumienie zaś z błędu, objawiającego się przedstawianiem zmiany korekcyjnej jako zmiany modelowej. W ten sposób w debacie publicznej kontradyktoryjność stała się synonimem zagrożenia dla wszystkich. Wystarczyło dodać, że kontradyktoryjność osłabia funkcję państwa w sprawowaniu publicznego ius puniendi, by stworzyć społecznie przychylny klimat po stronie co najmniej części przedstawicieli środowiska prawniczego, w szczególności, choć nie wyłącznie prokuratorów, dla działań w kierunku „odwrócenia” wprowadzonych w dniu 1 lipca 2015 r. zmian.

(...)

Więcej w nr 01/2016 PEwP

 

Deklaracja Pierwotna

Deklaracja o wersji pierwotnej "Prawa Europejskiego w praktyce" Redakcja "Prawa Europejskiego w praktyce" informuje, że wersją pierwotną (referencyjną) czasopisma jest wydanie papierowe (ISSN 1733-2036). Po ukazaniu się drukiem nowego numeru czasopisma, Redakcja zamieszcza na stronie internetowej www.pewp.pl jego spis treści oraz wybrane publikacje z numeru.

Rada Naukowa

Prof. dr hab. Maria Magdalena Kenig-Witkowska,

Prof. dr hab. Jan Barcz,

Prof. dr hab. Marek Chmaj,

Prof. dr hab. Artur Nowak-Far,

Prof. dr hab. Arkadiusz Wudarski,

Prof. nadzw. UW, dr hab. Robert Grzeszczak,

Tomasz Janik,

Adw. dr Rafał Morek,

Dr Joanna Brylak,

Dr Marcin Krzymuski,

Robert Siwik,

Dr Barbara Godlewska-Bujok.